Przez jakieś pół podstawówki chodziłem do szkoły pewnym skrótem. Niekiedy droga zamieniała się w zupę z błota, ale wciąż przedzierałem się szukając co suchszych skrawków. Potem postawili blok i trzeba było chodzić naokoło, przez skrzyżowanie, co wydłużyło drogę z 4 do 6 minut.
Wkrótce wymienili nawierzchnię, kocie łby zastąpiono polbrukiem. Na nieużytkach w rogu skrzyżowania rozpoczęto budowę kościoła. Zaprzyjaźniony z klasy, który miał dom po drugiej stronie skrzyżowania, poskarżył się kilka lat później, że poranne dzwony nie dają mu spać. Wyburzono stary sklep, w którym kupowałem oranżadę (i w którym jako przedszkolak poprosiłem kiedyś sprzedawcę o osiemdziesiąt kapsli, aby razem z tatą odtworzyć pewną grę znaną nam z C64). Wzdłuż ulicy urosły nowe ogrodzone bloki, zbudowano biedronkę, zbudowano Auchan...
W gimnazjum skończono budowę kościoła, wkrótce potem dom po drugiej stronie skrzyżowania zburzono i postawiono blok. Zlikwidowali górkę przy przedszkolu, na którą chodziło się na sanki. Zrobiono to, aby zrobić miejsce na parking płatny, który wkrótce zlikwidowano bo nikt nie chciał z niego korzystać. Ale górkę to oddajcie, bando polskich decydentów.
Gdy poszedłem na studia i trzeba było w końcu wsiąść w autobus, oczywiście - musieli zabrać się za remont dróg. W tym samym semestrze zaczęto na wydziale remonty niektórych sal. Odnowiono plac w środku miasta. Wycięto parę drzew, zrobiono rynek.
Niedawno miasto zakupiło kilkanaście nowych, eleganckich autobusów. W moim domyśle pewnie zaktualizowali jeszcze firmware panelów LED, bo do nagłówków na wyświetlaczach od czasu z okazji świąt dodają jakiś podnagłówek albo obrazek. Drobne, ale czemu to dla mnie takie szczególne?
Drogi odnawiają tak, że pewna część codziennej autobusowej podróży na uczelnię wygląda zupełnie inaczej. Jednopasmowa kiszka zostaje przepychana nową, wielopasmową magistralą. Słyszałem o ślimakach. Od dzisiaj nie ma ani metra drogi, na której dwa lata temu doświadczałem choroby morskiej. Przy tej drodze otwarto nowe KFC, w którym jeszcze nie byłem, co jest szczególną hańbą dla mojej czarnej, Murzyńskiej krwi!
Zamiast nowych parków i skwerów, które można postawić aby uatrakcyjnić i podnieść ceny istniejących placówek (tak, wiem - SimCity), sadzi się nowe apartamentowce. Co powstanie na miejscu rynku na Jurowieckiej - nie wiadomo. Miała być galeria, jednak nie było chętnych i teren sprzedano jakimś deweloperom.
Lokalny przemysł z wielu powodów ucierpiał i właśnie w wyburza się fabrykę, a jej miejsce ma zająć jeszcze jedna galeria tudzież kolejny apartamentowiec.
Co będzie dalej? Spędziłem w tym miejscu prawie 21 lat. Nie uważam się za dziadka, bo starsi dostrzegają wielokrotnie więcej zmian, ale nawet ja widzę jak wszystko się zmienia. Nic od razu. Po trochu, małymi kroczkami, trochę na lepsze i trochę na gorsze, jak prawie wszystko w życiu, co nie jest wojną, wygraną na loterii czy nagłą chorobą. Spotykasz znajomego...
No właśnie, tego kumpla z podstawówki i gimnazjum, tego z domku koło kościoła, tego z którym uczyłeś się w klasie przez 9 lat, a nie rozmawiałeś od co najmniej czterech. Przechodzę przez skrzyżowanie, a on trąbi na mnie. A ja co? Wsiadam do auta, bo chcę wymienić chociaż kilka zdań.
...spotykasz znajomego i mówisz mu że wszystko po staremu.
Człowiek żyje, tęskni dzień po dniu za czymś szczególnym, za nową szkołą, mieszkaniem, pracą, miłością, rodziną, zdrowiem i nawet jeśli to osiągnie, to po to aby pewnego dnia stwierdzić, że tak naprawdę wszystko jest po staremu! A opisałem tylko pierdoły, którymi są nowe bloki i wszechobecne remonty i aż pierdoły, bo z takich pierdół składa się życie.
To tak jakby ktoś spytał: "Hej! Co nowego w twoim strumieniu?" A ja odpowiedziałbym: "Nic", jednocześnie zdając sobie sprawę, że woda w strumieniu w każdej chwili jest inna. Powinienem odpowiedzieć "Wszystko", i chociaż obie odpowiedzi są poprawne, dociera do mnie, że choć to dwa przeciwstawne znaczenia, to kompletnie nie nadają się do odpowiedzi na tak kuriozalne pytanie jak "co nowego".
Tak wygląda topienie kota w strumieniu posługując się przykładem z życia, bo słyszałem że to ulubione zajęcie fizyków kwantowych. Piękna całeczka.
Czuję, że będzie trzeba umówić się z kimś na pewne piwo.
4 komentarze